Tajemnica "Latających Fortec"

8 Armia Powietrzna została stworzona, jako swojego rodzaju “eksperyment”, którego zadaniem było udowodnienie, że tylko precyzyjne dzienne naloty są w stanie zniszczyć ważne obiekty przemysłowe oraz militarne wroga. Idea ta miała niewielu zwolenników, gdyż podobne działania były już realizowane przez siły powietrzne Wielkiej Brytanii (RAF - Royal Air Force) i III Rzeszy (Luftwaffe), ale zwykle bezskutecznie i z dużymi stratami własnymi. Pomimo wielu głosów sprzeciwu, 20 stycznia 1942 roku w Waszyngtonie zapadły rozkazy utworzenia wspomnianej już, wyżej 8 Armii Powietrznej. Na mocy tych rozkazów w dn. 28 stycznia 1942 r. w Savannah w Georgii założono bazę 8 Armii Powietrznej USAF (United States Air Force) z siedzibą w Arsenale Gwardii Narodowej w Brig, którą dowodził doświadczony pilot pułkownik - Asa North Duncan. Dalsze decyzje obejmowały już, konkretne plany zorganizowania na Wyspach Brytyjskich baz lotniczych Ósmej Armii “Sił Zbrojnych USA na Wyspach Brytyjskich” (USAFBI). W tym też celu w dn. 31 stycznia 1942 r. do Anglii zostało oddelegowanych 6 oficerów amerykańskich. Ich zadaniem było nawiązanie współpracy z dowództwem RAF oraz wizytowanie obiektów niezbędnych do realizacji zadań 8 Armii Powietrznej (8AP). Działania te pozwoliły w dn. 11 maja 1942 sprowadzić pierwszy kontyngent wojsk amerykańskich w składzie 39 oficerów i 384 podoficerów.

Podczas konferencji w Casablance (Maroco) ustalono, jaki cele będą bombardowane z uwzględnieniem porządku pierwszeństwa i ważności. Priorytet mówił o stoczniach i bazach łodzi podwodnych, obiektach przemysłu lotniczego i Luftwaffe, transportu i przemysłu ze szczególnym uwzględnieniem rafinerii. Dzień 9 kwietnia 1944 roku był tym, kiedy siły powietrzne 8 Armii Powietrznej USA przypuściły skomasowany atak powietrzny na niemieckie obiekty infrastruktury lotniczo-technicznej oraz okręty wojenne. Był to jednocześnie jeden z najdalszych nalotów, jaki podczas II wojny światowej przeprowadziły bombowce USAF. Wzięło w niej udział ok. 300 maszyn B-17 i B-24, których określone wcześniej cele, znajdowały się w dwóch rejonach obecnej Polski. Część maszyn poleciała w kierunku Poznania (Posen) zbombardować lotnisko i fabryki Focke Wulf w Krzesinach oraz infrastrukturę kolejową w centrum miasta, natomiast pozostałe samoloty przy niesprzyjającej pogodzie udały się w kierunku Danii i dalej w stronę Morza Bałtyckiego. Wobec złych warunków pogodowych część maszyn zawróciła, wiele innych z powodu gęstych chmur zgubiła szyk, tracąc jednocześnie orientację w terenie. Trudną sytuację pogłębiał dodatkowo brak łaczności radiowej z centralą dowództwa. Blisko celu nastąpiła poprawa pogody co umożliwiło zwarcie szyku. Wkrótce potem amerykańskie maszyny znalazły się w zasięgu wrogich samolotów myśliwskich Focke Wulf FW-190 i Messerschmitt. Podczas walk powietrznych eskadra musiała się rozdzielić na dwie grupy. Część zaatakowała cele w Rumii (Rahmel), Gdańsku (Danzing), Gdyni (Gotenhafen), a pozostali obrali kurs na Malbork (Marienburg), by zniszczyć fabryki i infrastrukturę lotniskową samolotów FW-190. Pomimo zajadłych ataków wrogich samolotów oraz obrony przeciwlotniczej, eskadry USAF zwarły szyk i podjęły obronę w celu bezpiecznego powrotu do baz w Anglii.

Powracające z nalotu nad Gdynię dwie maszyny B-17 z 457 Amerykańskiej Grupy Bombowej o numerach 42-97465 (751 szwadron bombowy) i 42-97537 (749 szwadron bombowy) pilotowane przez por. Roberta K. Walkera i por. Amosa W. Shepardara rozbiły się lesie na północny-zachód od Osiek Łęborskich. Bombowiec o numerze 42-97537 został trafiony w silnik co spowodowało wyłamanie się z szyku a tym samym pilot musiał obniżyć pułap maszyny. Zaistniałą sytuację wykorzystały natychmiast niemieckie myśliwce, które zaatakowały samotną maszynę, doprowadzając do ostatecznie do jej strącenia. W tym samym prawie czasie, nie wiedząc o sobie na wzajem, został także ostrzelany samolot Roebrta K. Walkera (42-97465). Porucznik Walker próbował wyprowadzić maszynę z lotu nurkowego, ale w wyniku trafienia i dużego pożaru odpadło mu lewe skrzydło, skutkiem czego jego maszyna rozpadła się na wiele drobniejszych elementów, które płonąc spadały na wiele okolicznych pól i lasów. Załogi tych maszyn wyskakiwały na spadochronach. Opadając już na spadochronach widzieli jak Niemcy organizują na ziemi obławę. Niestety samolotu 42-97465 nie zdążył opuścić por. Robert K. Walker, który zginął w palącym się wraku. Nie była to jedyna ofiara w tym samolocie. Drugą był strzelec ogonowy sierżant Bruce L. Kustaborder, który nie był wstanie opuścić koziołkującego samolotu. Jego roztrzaskane zwłoki znaleziono przy szczątkach maszyny. Trzecią ofiarą był sierżant Kneeland I. Parshley, który wylądował na spadochronie na drzewie i został ostrzelany przez SS-manów. Z ciężkimi ranami brzucha zmarł podczas transportu z innymi jeńcami. Więcej szczęścia miała załoga drugiego bombowca 42-97537, gdzie zginął jedynie inżynier pokładowy sierżant Joseph I. Fasone, którego spadochron zaczepił o samolot. Zmarli zostali pochowani na lokalnych cmentarzach, a po wojnie “misja szwajcarska” wraz z przedstawicielami amerykańskich sił powietrznych (USAF) ekshumowała wcześniej pochowanych żołnierzy zabierając ich z Polski.

Pozostali żyjący członkowie obu załóg trafili do obozów jenieckich na terenie całej Europy. Niektórzy z nich powrócili do USA dopiero po 1,5 roku od aresztowania.

Opracowanie Damian Drąszkiewicz